KARTY HISTORII. MONUMENT NO. 1- PIEKŁO PÓŁNOCY, PARYŻ ROUBAIX

Udostępnij dalej:

LATA TEMU KRZYSZTOF KLENCZON Z CZERWONYCH GITAR ŚPIEWAŁ „JEST TAKI DZIEŃ, TYLKO JEDEN RAZ DO ROKU, DZIEŃ ZWYKŁY DZIEŃ…” JEST TEŻ TAKI JEDEN DZIEŃ W ŚWIECIE KOLARSKIM, KTÓRY JEDNAK NIE JEST ZWYKŁYM DNIEM. RZĄDZI NIM POT, KREW I ŁZY. TYM DNIEM JEST NIEDZIELA NA POCZĄTKU KWIETNIA, W KTÓRĄ TO W PÓŁNOCNEJ FRANCJI ROZGRYWANY JEST KULTOWY KLASYK – PARYŻ ROUBAIX. 

Roubaix - France - wielrennen - cycling - radsport - cyclisme - crash val sturz Kuznetsov Viacheslav (#64 Rus - Team Katusha) - Blaz Jarc (Slovenia / Team Netapp - Endura) pictured during Paris - Roubaix 2014 - photo Marketa Navratilova//Cor Vos © 2014
Paryż Roubaix to też kraksy. Wiele kraks… fot. Marketa Navratilova Cor Vos

O Paryż Roubaix mówi się, że tego wyścigu nie wygrywa się na samych brukach – ale przegrać go tam można na pewno. Wyścig, w którym zawodnicy mniej walczą między sobą, a bardziej ze stuletnim, ekstremalnie nierównym brukiem. Walczą też z awariami sprzętu, kraksami, odległością od wozów technicznych a czasami i ekstremalną pogodą. Jeśli sparafrazujemy Dantego i jego dziewięć kręgów piekielnych, to bruki północnej Francji są pukaniem od spodu tego najniższego kręgu… Zwycięstwo w tym wyścigu to wypadkowa szczęścia, siły, uniknięcia defektu oraz lokalizacji wozu technicznego.

Wiosenne klasyki kończą się w Roubaix. Są inne monumenty, są też prawdopodobnie i bardziej wymagające (większość kolarzy zgodnie twierdzi, że bardziej „w kość” daje Liege-Bastogne-Liege), ale Piekło Północy jest tylko jedno.

FShincapie
Darmowa maseczka błotna na trasie Paryż Roubaix, cyclingnews.com

Średni dystans do pokonania to dwieście pięćdziesiąt siedem i pół kilometra. Zmiany w trasie – kosmetyczne, najczęściej wynikające z warunków pogodowych i prac drogowych. Dwadzieścia siedem sekcji brukowych, pochodzących z XIX w. o długości niemal 60 km, objętych ochroną konserwatora zabytków. Dwustu pięćdziesięciu zawodników. Wiosenna, całkowicie nieprzewidywalna pogoda. Możliwy deszcz (apokaliptyczne nieomal, nieprzejezdne miejscami błoto) i wiatr (rozrywający peleton skuteczniej, niż częste kraksy).

Roubaix - France - wielrennen - cycling - radsport - cyclisme - Wiggins Bradley (Gbr - Team Sky) pictured during Paris - Roubaix 2014 - photo Marketa Navratilova//Cor Vos © 2014
Jedna z cięższych sekcji – bez poboczy, fot.  Marketa Navratilova 2014

Jeden zwycięzca, uhonorowany na mecie oczywiście wielką, ciężką, łupaną …kostką brukową. I tylko jedno miejsce rocznie w poczcie honorowym zwycięzców – czyli imiennych tabliczkach, przytwierdzonych na ściankach pryszniców w podziemiach toru kolarskiego Roubaix.

John Degenkolb on the podium after winning the 2015 Paris - Roubaix
John Degenkolb z kostką, fot timeincuk.net

Katorżnicza przeprawa między Paryżem a Roubaix szybko oddziela chłopców od mężczyzn. W przeciwieństwie do innych wyścigów, nawet monumentów, przed zawodami nie ma beztroski, odwiedzin kolarzy w autobusach innych drużyn, nie ma wspólnego picia kawy, poklepywania po plecach i obgadywania nieobecnych. Ten wyścig toczy się w głowie na długo przed tym, nim zawodnicy wsiądą na rowery. Rozpoznanie trasy, przygotowanie sprzętu (na ekipę 10 osobową przypada ponad dwadzieścia zapasowych rowerów, ponad sześćdziesiąt kół zapasowych oraz czasami dodatkowe rowery przełajowe). Nie należy też oceniać wyścigu po kondycji zwycięzcy, czy pierwszej dziesiątki; dostrzec należy kondycję tych, który dojeżdżają do mety na końcu, dziesiątki minut po tym, jak zwycięzca już dawno się wykąpał i odebrał nagrodę. Pamiętajmy, że są to zawodowcy, na podobnym poziomie wytrenowania – a i tak czas zwycięzcy od ostatniego na mecie dzielić może dobrze ponad godzina czasu. Co ciekawe (opowiada to M. Bodnar w jednym z wywiadów), zawodnik, który został za peletonem po kraksie, a nie chce ze względów ambicjonalnych wycofać się z zawodów, nawet ponad pół godziny po zawodach liczyć może nadal na pełne szpalery kibiców, nie odchodzących z trasy po przejeździe głównego peletonu. bio-hinault-paris-roubai-161Jadąc do mety, nawet będąc ostatnim ze stratą kilkudziesięciu minut, zawodnikowi towarzyszy motocyklista, przygotowujący dla poobijanego zawodnika miejsce do przejazdu wśród tłumów ludzi.

Kibice. Na całej trasie rozstawiają się już kilka dni przed zawodami, rozstawiają się dziesiątki kamperów oraz organizowane są specjalne objazdy autobusowe, pozwalające odwiedzić kilka najważniejszych miejsc trasy, kończąc na obejrzeniu finiszu na torze Roubaix. Są restauracje, funkcjonujące tylko dzięki wyścigowi oraz amatorzy, przywożący na trasę swoje koła zapasowe w nadziei na możliwość „uratowania” zawodnika w potrzebie, gdy jego samochód techniczny będzie zbyt daleko. Amatorzy, którzy użyczą swoich kół, mogą później liczyć na specjalne względy na welodromie w Roubaix.

20144437-225035-666x440
Szpalery kibiców, lasek Arenberg fot. velonews.competitor.com

Wyścig ten jest gwarancją potu, bólu, kurzu i łez. Połamanych obojczyków nikt nie liczy. Mimo podwójnych owijek na kierownicach ręce i tak krwawią, jeśli zawodnik w ferworze walki za mocno je zaciska. Lekko podwyższone kierownice (mniejsze obciążenie nadgarstków) i lekko opuszczone siodła (równoważenie obciążenia całego ciała) powodują, że ten wyścig nie bez powodu nazywany jest Królową Klasyków.

maxresdefault
Trasa w 1983, klatka z youtube

Piekło Północy (paradoksalnie nazwa na pochodzi od zniszczeń tego rejonu Francji po I Wojnie Światowej) jest wyścigiem, którego ranga jest nieporównywalna z innymi. Jest to swoisty okres cezury między wyścigami wiosennymi a letnimi. Ale dla każdego zawodnika jest czymś absolutnie wyjątkowym.

Każda sekcja bruku ma swoją nazwę, określony poziom trudności wyrażony ilością gwiazdek. Jest jeden z najtrudniejszych odcinków, mityczny Trouée d’Arenberg, na 162 kilometrze o długosci 2400 metrów i aż o pięciostopniowej skali trudności (najwyższej). Bruk tam jest tak koszmarny, że organizatorzy wzdłuż całego odcinka ustawili barierki, by zawodnicy nie zjeżdżali na wąską ścieżkę, często idącą wzdłuż wielu odcinków brukowanych. Kolarze przecież muszą się nacieszyć kontaktem z tymi ekstremalnie nierównymi kostkami, wszak mają ją do dyspozycji ledwie raz do roku.

6a042
Trouée d’Arenberg, wywołujący koszmary wielu zawodników Fot. lequipe.fr

Jest też Mons-en-Pévèle, na 209 kilometrze o długości 3000 metrów, też pięć stopni w kolarskiej skali Beauforta. Jak ktoś do tego momentu nie potrzaskał nadgarstków, teraz ma jeszcze jedną szansę.

520251164
Mons-en-Pévèle, wiele kostek zawodnicy mają odciśniętych na skórze… fot. hultonarchive.com

Jest i odcinek tytularny, Le Carrefour de l’Arbre, na 240 kilometrze, długości 2100 m i o także pięciostopniowej skali trudności.

THOR HUSHOVD CHASES IN PARIS-ROUBAIX
Le Carrefour de l’Arbre, tu już jadą pozostałości z peletonu, fot. velonews.competitor.com

Przez najbliższe 11 miesięcy trasa będzie podlegała przeglądom technicznym, poprawom kosmetycznym i … niemodyfikowaniu – ma być taka, jak była przez ostatnie 110 lat.  7 kwietnia 2017 będzie przygotowana na przyjazd dwóch peletonów. 8 kwietnia przejedzie tam wyścig amatorów (narrator niniejszych słów weźmie w nim udział, z czego na pewno zdam relację na tym portalu) który będzie ostatnim testem trasy przed puszczeniem na nią zawodowców. 9 kwietnia na starcie ustawią się zawodowcy. Z jednym tylko celem – znaleźć się w tym właśnie miejscu…

2004-PR-van-petegem-museeuw
Welodrom w Roubaix, kultowe miejsce, mekka kolarstwa. fot. cyclingnews.com

Niestety, nie mogę opisać podium wyścigu z Polakami w składzie – bo takowe jeszcze nie miało miejsca. Jeszcze żaden z naszych reprezentantów nie wygrał monumentu, ale w szeroko pojętym „czubie” wyścigu znalazło się kilku zawodników z Polski. W 1990 roku 14 był Joachim Halupczok,  dwukrotnie w pięćdziesiątce był Cezary Zamana, 14, 15, 15 miejsce (1999, 2000, 2002) zajął Zbigniew Spruch,  a w ostatnich latach reprezentował Polskę Maciej Bodnar, dojeżdżając w pierwszej pięćdziesiątce.

 

The following two tabs change content below.

Paweł Blicharski

19 letni założyciel najszybciej rozwijającego się portalu rowerowego w kraju (wysportowani), drużyny kolarskiej WRT, marki odzieżowej Pablo Wear, aplikacji mobilnej weight under control, i agencji interaktywnej. W trakcie pisania swojej pierwszej książki pt ”21 wiek choroba przeciętności” Uważa, że wiek nie jest barierą w rozwijaniu swoich pasji, i można osiągnąć dosłownie wszystko o czym się marzy.