KOBIETY DO ROWERU, CZYLI BABSKI SERWIS ROWEROWY

Udostępnij dalej:

Bycie kobietą niezależną w dzisiejszych czasach już nikogo nie dziwi. Odważna, przebojowa, pewna siebie, samorealizująca się. Taka „Zosia-samosia”. Coraz więcej kobiet decyduje się na krok w tym kierunku i odnosi pełen sukces. Jak to się ma do kolarstwa ? A no się ma !

Kobiet w peletonie kolarskim jest coraz więcej. Czy to na szosie czy mtb, ścigające się bądź jeżdżące rekreacyjnie. To nie ważne, jest nas dużo. Co prawda wciąż to tylko niewielki odsetek ludzi trenujących kolarstwo, aczkolwiek coraz częściej na ulicach, leśnych ścieżkach, w sektorach startowych jesteśmy widoczne. Falująca kita wystająca spod kasku, obcisła lajcra, rozpięta koszulka – nie sposób nas nie zauważyć 🙂 Kiedyś męski sport stał się teraz również kobiecym. Jednakże utarł się pewien stereotyp: kobiety nie mają smykałki do majsterkowania. Drobna awaria, złapanie przysłowiowego kapcia, czy rozregulowanie napędu kończy się w dwojaki sposób. Gdy jesteśmy w grupie zwracamy się z prośbą do męskiej części peletonu. Robiąc maślane oczka i trzepocząc odpowiednio rzęskami spod okularów pytamy: „Pomożecie?”

Fot. Girls on Bikes

Osobiście nie mam nic przeciwko ingerencji Panów niosącym pomoc w kryzysowych sytuacjach. Wręcz przeciwnie, pochwalam ! My stojąc z boku jesteśmy spokojne o to, że za chwilę możemy kontynuować jazdę, a Panom rośnie męskie ego licząc po cichu na wdzięczność 🙂 Ale…. nie zawsze jeździmy w grupie, nie zawsze trafiamy na pomocnych Panów, albo też trafiamy na takich, którzy chcą a nie potrafią, nie zawsze też mamy pod ręką osobę, która nam pomoże wtedy, kiedy tego potrzebujemy. Po co czekać aż ktoś przybędzie z odsieczą, by przykręcić jedną śrubkę albo zmienić dętkę, skoro już mogłybyśmy dawno kręcić na rowerze i cieszyć się jazdą? Po co stać w trakcie treningu gdzieś w lesie, przy trasie i czekać, aż ktoś po Ciebie przyjedzie? W deszczu, w słońcu, na mrozie tracąc nerwy, czas i zdrowie? Co z tego, że masz dętkę, pompkę, spinkę i skuwacz, łatki, klucze i łyżki do opon, skoro nie umiesz się tym posługiwać ? To jest właśnie ten drugi sposób łamiący stereotyp pod tytułem: „Zosio-samosio zrób to sama!”.

Fot. Girls on Bikes

I tu pojawia się świetna inicjatywa Girls On Bikes pod przewodnictwem Eweliny Bojdzińskiej, która organizuje w Warszawie kobiece warsztaty rowerowe przy współpracy z Liv Polska i Giant Fabryczna, mające na celu omówienie technicznej wiedzy kolarskiej i wprowadzeniu jej w życie.

„To już trzeci rok tego typu spotkań, najbliższe warsztaty będą w styczniu. Cieszą się one wielkim zainteresowaniem, miejsca rozchodzą się w kilkanaście minut! Jest to niesamowite, kiedy zaczęłyśmy organizować pierwsze treningi i pierwsze warsztaty robiłyśmy to, bo chciałyśmy zarażać naszą pasją inne dziewczyny, nie sądziłyśmy, że stanie się to tak popularne. Widać też, że z roku na rok coraz więcej dziewczyn jeździ na rowerze, coraz więcej jeździ na szosie.” – skomentowała dla portalu przedstawicielka Girls on Bikes.

Co ciekawe, na każdym spotkaniu omawiane są różne tematy i ciekawostki, dzięki którym my – kolarki znacznie ułatwimy sobie życie oraz zaoszczędzimy czas, nerwy i pieniądze. Wymiana dętek, regulacja przerzutek, naklejanie łatek, używanie pompki CO2, zalewanie opon mleczkiem, pielęgnacja roweru, czyszczenie pancerzy, smarowanie łańcucha i amortyzatora, spinanie łańcucha ? Teraz to może być pikuś ! Wystarczy chcieć ! Obserwuj, czytaj, zapytaj, ucz się. W końcu nauka to klucz do sukcesu, a przez metodę prób i błędów coś trudnego może stać się czymś łatwym.

Zastanów się, czy nie warto być niezależną ? 🙂

The following two tabs change content below.