Symbioza… i ślepy los?

Upalny majowy dzień, uczniowie w szkole, lekcja algebry w pełni, na tablicy jakieś pierwiastki, czy potęgi, okna pootwierane, wpada przez nie świeże powietrze, trochę zapachów kuchennych z okolicznych domów … i co pół godziny sygnał z radia, dźwięki które zapalają w głowach młodych chłopców ogniki, dźwięki które nagle zmieniają priorytety, człowiek zapomina ile to jest V3 (pierwiastek z 3), kolejność percepcji zmienia się w gwałtownie.

Głowy odwracają się w kierunku najbliższego odbiornika radiowego, a każdy chce się znaleźć jak najbliżej bakielitowego pudełka, z którego już nie sygnał Wyścigu Pokoju płynie, a komunikat bezpośrednio nadawany z trasy etapu. Takie codzienne, co półgodzinne relacje wywołują „odruch Pawłowa”, każdy taki sygnał powoduje zanik szkolnych obowiązków, a narasta przypływ sympatii do kolarzy (szczególnie polskich). 

W te majowe dni lat pięćdziesiątych był to czas Wyścigu Pokoju, każdy nastawiał ucha, jak tam Polacy, czy jest czołówka, czy w niej jest Polak, jaką mają przewagę? A może jedzie cały peleton i na stadionie zwycięzcę etapu wyłoni finisz. Czarno-biały ekran telewizora pokazywał wiele wydarzeń z ostatnich kilometrów trasy oraz ze stadionu, gdzie często przy wjeździe z bramy na bieżnię oglądaliśmy kraksy, ale też i wiele sukcesów polskich zawodników.

Tak rodziła się legenda, nie tylko Wyścigu Pokoju, ale kolarstwa w ogóle. Głosy znanych komentatorów, ekscytujących się sytuacją na trasie, pogłębiały zainteresowanie tymi wydarzeniami. Przy braku dostępu do innych wydarzeń, nie tylko sportowych,  młodzież tamtych lat skupiała się na tym dostępnym, serwowanym przez jedyny program telewizyjny, przekazie.

Do rangi rocznego wydarzenia urastała obecność młodego chłopaka przy trasie Wyścigu, którego trasa, akurat w tym roku, przebiegała przez okolice gdzie mieszkał. Te parę chwil,  niewiele więcej niż minuta, kiedy peleton zawodników wraz z kolumną samochodów technicznych przemykały obok niego, zostawało w pamięci na długo, jeśli nie na zawsze.

A jeśli do tego dodamy sportowe zainteresowanie większości domowników, za którym szły akcje organizowania wielu wydarzeń okołosportowych  (dzisiaj nazwalibyśmy to eventami), …

… to dzisiaj nikt nie dziwiłby się, że dawny chłopiec stojący przy trasie Wyścigu zmienił się w wytrawnego znawcę sportu.

Wiele lat doświadczeń w peletonie kolarstwa amatorskiego, wiele pokoleń zawodników przemierzających drogi trzech krajów (wg. dawnej nomenklatury: NRD; CSRS, PRL) złożyło się na wizerunek kolarstwa w Polsce. Jak trudno było zaistnieć polskim zawodnikom w Wyścigu Pokoju świadczy fakt, że pierwszy sukces indywidualny odniósł dopiero w 1956 r. Stanisław Królak, jako pierwszy wygrywając ten wyścig. A była to już 9. edycja.

Jak trudno było przebić się Polakom do zwycięstwa niech świadczy fakt, iż dopiero Ryszard Szurkowski, zwyciężając w roku 1970, został drugim Polakiem – zwycięzcą Wyścigu Pokoju.

W następnych latach też nie było łatwo. Szurkowski (70, 71, 73), Stanisław Szozda (74), Lech Piasecki (85), Piotr Wadecki (2000), oto krótka lista Polskich zwycięzców. A edycji Wyścigu było, aż, czy tylko – 58.

Kolarstwo polskie tamtych czasów (lata `60 – `80) to m.in. zawodnicy, którzy widoczni byli na wielu wyścigach zagranicznych, aczkolwiek w większości tylko amatorskich. Takie nazwiska jak; Andrzej Piechaczek, Eugeniusz Pokorny, Józef Gawliczek, Henryk Kowalski, Ryszard Zapała, Ryszard Szurkowski, Zygmunt Hanusik, Wojciech Matusiak, Zbigniew Krzeszowiec,  Andrzej Kaczmarek, Stanisław Szozda, Jan Brzeźny, Janusz Kowalski, Mieczysław Nowicki, Krzysztof Sujka, Henryk Charucki, Tadeusz Wojtas, Czesław Lang, Jan Jankiewicz, Tadeusz Mytnik, Andrzej Serediuk, Zbigniew Szczepkowski, Lech Piasecki, Paweł Bartkowiak, Zdzisław Wrona, Leszek Stępniewski, Andrzej Mierzejewski, Zenon Jaskuła, Joachim Halupczok, żeby zakończyć na tych sławnych nazwiskach, zwyciężali w wielu wyścigach zagranicznych (pozwolę sobie na wymienienie tylko tych kilkunastu nazwisk, pomijając miejsca ich sukcesów).

W latach `60-`80 dokonywały się pierwsze próby polskich kolarzy, w wyścigach amatorskich i zawodowych, rozgrywanych na zachodzie Europy. Siłą rzeczy, próby te nie były zadawalające, przegrywaliśmy zdecydowanie, a pojedyncze sukcesy Ryszarda Szurkowskiego nie wnosiły wiele pozytywów w pozycję polskiego kolarstwa w skali, chociażby Europy.

Pierwszymi pozytywnymi jaskółkami na niwie zawodowego kolarstwa były wyścigowe próby Czesława Langa w roku 1981 oraz Lecha Piaseckiego w roku 1985. Będzie jeszcze pewnie okazja aby wspomnieć szerzej o ich sukcesach w zawodowych peletonie, tu wspomnijmy tylko o Mistrzostwie Świata Lecha Piaseckiego na torze w 1988 roku.

W roku 1989 Joachim Halupczok, Zenon Jaskuła, Marek Szerszyński i Marek Kulas (oraz Lech Piasecki) startując już we włosko-polskiej grupie zawodowej Diana-Colnago-Animex powiększyli grono polskich zawodowców.

I poprzez sukces Zenona Jaskuły w Tour de France w roku 1993 (3. m) przejdźmy do obecnych sukcesów polskiego kolarstwa zawodowego. Ostatnie lata – poczynając od 2013 przynoszą naszemu kolarstwu wiele sukcesów. Takie nazwiska jak Zbigniew Spruch, Cezary Zamana, Przemysław Niemiec, Sylwester Szmyd, Rafał Majka czy Michał Kwiatkowski (szosowy Mistrz Świata z 2014 r.)  świadczyły i świadczą  o coraz większej renomie polskiego kolarstwa. Zawodnicy polscy cenieni są jako „pomocnicy” liderów swoich drużyn, pomagając im w najcięższych momentach wyścigu, umożliwiając im w konsekwencji wygranie całego wyścigu. To m.in.: Maciej Bodnar, Tomasz Marczyński, Michał Gołaś, Paweł Poliański, Bartosz Huzarski (przepraszam,że nie wymienię wszystkich na to miano zasługujących).Ich indywidualne sukcesy, jak myślę, pozwalają im mieć nadzieję na trwały zapis w historiografii kolarstwa.

Przebiegliśmy, i to w super szybkim tempie, historię polskiego kolarstwa.

Historia ta doczekała się ciekawego opracowania traktującego o każdej z ważnych gałęzi kolarstwa (szosa, tor, mtb, itp.), która ukazała się pod egidą Wydawnictwa LangTeam oraz redaktora Bogdana Tuszyńskiego

…tak tego samego, w którego głos wsłuchiwał się młody chłopak, zapominając o matematyce. Ślepy los sprawił, że właśnie z jednym ze słynnych komentatorów ówczesnego Wyścigu Pokoju pracował on nad wydaniem Historii Polskiego Kolarstwa w tym również Wyścigu Pokoju.

Na szczęście udało się ukończyć ten cykl wydawniczy na parę miesięcy przed śmiercią Redaktora (1.01.2017). Dzisiaj epigonów tej tematyki nie ma. Historia polskiego kolarstwa czeka na uzupełnienia, mając nadzieje, że problemy organizacyjne i finansowe w Związku, który mógłby kontynuować temat wydawniczy, zakończą się pozytywnie. Pomysłów jest wiele, chociażby cykliczny Rocznik Polskiego Kolarstwa, obejmującego całość ruchu kolarskiego (czysto amatorskiego również).

Nie wspominam tu o kolarstwie kobiecym, które też tworzy swoją historię, o której mam nadzieję, będzie okazja wspomnieć w następnych artykułach.

Dzisiaj, na kanwie wielu sukcesów Polskich zawodników, powstaje nowa legenda, rosną nowi wielbiciele kolarstwa, a wielu z nich samemu wsiada na rowery, próbując, jak smakuje ciężki chleb dzisiejszego kolarstwa. A dowodem na to są cykliczne imprezy kolarskie, organizowane przez pasjonatów, lokalnych samorządowców, czy niegdysiejsze gwiazdy polskiego kolarstwa.

Do zobaczenia na trasach… oczywiście po zakończeniu pandemii koronawirusa.

Adam Wacław Parczewski

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

The following two tabs change content below.