BRAK SZACUNKU, CZYLI ZESPÓŁ NIESZCZĘŚLIWYCH WYPADKÓW

Na przestrzeni lat, dziesiątek startów oraz setek jednostek treningowych, każdy z nas przeszedł ewolucję. Wystarczy porównać obecne nawyki żywieniowe czy świadomość budowania swej formy  do tego stanu wiedzy, jakim dysponowaliśmy jeszcze kilka lat temu. Pracujemy też nad psychiką. Staramy się spokojniej podchodzić do startów, zaplanować wszystko od A do Z w takim stopniu, by w dniu imprezy skupić się już tylko na wykorzystaniu zgromadzonej mocy i energii. Zastanawiam się jednak czasem, czy w tym wszystkim nie zatraciliśmy tego, co najważniejsze. Tego, co nas napędzało na początku, co sprawiało, że każda impreza była dla nas wydarzeniem, a każdy z nas znał swe miejsce w szeregu i doceniał wysiłek swój oraz przeciwnika. O czym myślę? O szacunku i pokorze. O szacunku względem siebie i innych oraz o pokorze w ocenianiu swych umiejętności.

Za mną kolejny w tym sezonie start. Dla wielu z nas jeśli nawet nie była to impreza „A”, to na pewno jedna z najważniejszych w tym sezonie. Oznacza to jedno – dla każdego zawodnika/zawodniczki i ich najbliższych nie zawsze były to łatwe momenty. Odwołane spotkania z bliskimi i znajomymi, brak czasu dla naszych połówek, wewnętrzne analizy treningów w czasie, gdy powinniśmy w tym momencie w 100% poświęcić się innym. Nie było również łatwo nam. Nie raz bolało, nie raz się nie chciało, a nie raz po prostu nie mogło. Rozumiem nagromadzone w ten sposób emocje, frustracje i nerwy. Rozumiem, że w przypadku nieudanego startu musiało to gdzieś znaleźć upust. Ale czy na pewno musimy pomstować na wszystko wokół, zamiast zastanowić się nad samym sobą i w nas samych poszukać przyczyny niepowodzenia? Zepsute rowery, tłok w wodzie, niekorzystne prądy morskie, problemy gastryczne i steki innych powodów. Wszystko i wszyscy w koło są winni, tylko nie my. I jeszcze ten wiatr, który wiał wybiórczo. Mi w twarz, a innym  w plecy.

res

Może więc nie w czynnikach zewnętrznych należy upatrywać gorszego, niż się spodziewałeś wyniku? Może zawiniła błędna taktyka i zbyt mocno przepracowana jedna z dyscyplin? Może zbyt szybko zacząłeś biec? Może źle zaplanowałeś żywienie i odcięło ci prąd? A może dzień przed pogubiłeś się z dietą i w dniu startu byłeś ociężały? A może nie jesteś po prostu tak dobry za jakiego się uważasz? Odpowiedzmy sobie na te pytania, wyciągnijmy wnioski. Mamy w sobie już tyle doświadczenia, że grzechem jest nie wykorzystywać naszej wiedzy i przeżyć. Wyciąganie wniosków jest tak samo istotne, jak mocna noga. A może nawet bardziej.

Rozmowa dwóch zawodników na podobnym poziomie wytrenowania.

– Jak Twój wynik?

– (Pada czas)

– Ooo, super! Brawo. U mnie fatalnie, dramat. (Pada szereg wytłumaczeń)

– Tak, a ile miałeś?

– (Pada czas podobny do osiągniętego przez drugiego rozmówcę)

Co sobie wtedy musi czuć ten „doceniony”? Jakby dostał ręką w twarz. Absolutny brak szacunku.

Czy nie lepiej przyznać przed samym sobą i przed rywalem-kumplem: „Byłeś dziś lepszy, gratuluję. Odegram się jednak i skopię Ci tyłek. Zobaczysz.” lub „Spoko. Dałeś radę. Ja źle to wszystko rozegrałem i nie miałem z czego biec. Poprawię się.”

Nie stawajmy się niewolnikami naszych nadmiernych ambicji i chorej rywalizacji. Pracujmy nad swoją formą i głową. Jedno i drugie musi iść w parze. Czy udany rewanż nie będzie wtedy smakował lepiej? Czy najlepszą nagrodą dla nas nie będzie odwzajemniony szacunek drugiego zawodnika? Co powiemy za kilka tygodni, gdy na prawdę przeszkodzi nam parszywy los i nie będziemy mieli na niego wpływu? Czy nie wyjdziemy wtedy na niepoważnych ludzi, podczas gdy faktycznie nie zagra czynnik zewnętrzny?

Pamiętajmy – pełny szacunek uzyskamy właśnie wtedy, gdy prócz siły fizycznej pokażemy klasę, pokorę, trzeźwe spojrzenie. Nie tłumaczmy się za linią mety. „Drogi kolego, byłeś dziś lepszy! Nie dałem rady dotrzymać Ci kroku” – przyznajmy przed sobą i innymi. Życie sportowca stanie się wtedy lepsze, a atmosfera wokół zdrowsza. Jesteś tak dobry jak Twój ostatni start, a możesz być bardzo dobry, jeśli taki właśnie będzie Twój kolejny występ. Przybij piątkę i walcz dalej.

Zdjęcie wykorzystane w tekście pochodzi z profilu FB Ironman 70.3 Gdynia

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

The following two tabs change content below.

Bartłomiej Stępień

Triathlonista, redaktor, pasjonat podróży po Polsce. Uczciwy, ciężki, sumienny trening - bez szukania wymówek i wytłumaczeń. Oto moje podejście do uprawiania sportu.
  • Katarzyna

    Piekne i jakie prawdziwe!